środa, 2 lipca 2014

Chapter One

Rose usłyszała odgłosy cięcia, szmery i inne hałasy i ośmieliła się otworzyć oczy, których ojciec zakazał jej otwierać. Odwróciła się i ujrzała go, stojącego z podniesioną ręką i twarzą w szkarłatnych plamach, nie dostrzegła sierpa- ale zobaczyła leżącą na ziemi Emily. Zobaczyła, że różowa bluzka siostry pochlapana jest krwią. A potem zorientowała się, że Kirk także leży na ziemi.
-Tato?-pisnęła zduszonym głosem.
Tato posłał jej spokojny, pewny siebie, radosny uśmiech.
Wtedy właśnie zrozumiała, że chce ją zabić.
Poczuła, jak ogarnia ją absolutne przerażenie. Powoli i chwiejnie podniosła się z kolan i zaczęła oddalać. Krople deszczu zacinały ją w twarz, kapały z rzęs i spływały po policzkach. George zbliżył się do niej z wciąż podniesioną ręką.
-Rose? Rosie?-odezwał się miękko, tak jakby śpiewał kołysankę.-Słuchasz mnie, moje dziecko? Kocham Cię. Musisz zostać ocalona! Nie możesz zostawić Kirk'a i Emily samych. Musisz zostać ocalona, moja piękna córeczko.
Opuścił rękę, bardzo szybko, i coś otarło się o jej ramię. Poczuła kłujący ból, niczym od ukąszenia pszczoły, ale dopiero kiedy dotknęła bolącego miejsca ręką i poczuła pod palcami ciepły, lepki strumień, zrozumiała, co takiego zrobił jej ojciec. George ponownie uniósł rękę i tym razem spojrzawszy w górę ujrzała sierp. Chciała do niego przemówić, chciała poprosić, aby tego nie robił. Była przecież jego Rosie. Była pierwszą i najdroższą córeczką taty! Ale nie potrafiła znaleźć słów, żeby mu to wyjaśnić.Miała zbyt zaciśnięte gardło i klatkę piersiową i sparaliżowany strachem umysł.
Zamiast próbować go przekonać, odwróciła się i rzuciła do ucieczki. Nie myślała, dokąd biegnie. Wiedziała tylko, że jeśli chce przeżyć, musi biec tak długo, aż ojciec nie zdoła dotrzymać jej kroku.
-Rose!-zawołał za nią.-Rose, wracaj tutaj!
Zniknęła w łanie pszenicy. Kłosy smagały ją po kostkach, deszcz zacinał po twarzy. Słyszała uciekające we wszystkich kierunkach zwierzęta-myszy, szczury, zbożowe monstra. Normalnie bała się ich, ale nie dzisiaj. Dzisiaj musiała uciekać. Musiała uciekać, choćby przyszło jej przebiec bez zatrzymania całą drogę do domu.
Pędziła, potykała się na kolejnych bruzdach. Miała podrapaną twarz, a do sandałów powpadały jej kamyki i grudy ziemi. Wiedziała, że ojciec jest bardzo blisko. Słyszała jego ciężkie chrzęszczące kroki, ścigające ją niczym postać ze złego snu. Niczym Zielony Wędrowiec, który wali bez ustanku do twoich drzwi. Słyszała jak ojciec łapie kurczowo oddech, woła i prosi:
-Nie możesz zostawić swojego brata i siostry samych, Rose! Oni cię potrzebują!
Była tak przerażona, że prawie zapomniała, jak się biegnie. Kusiło ją, żeby się zatrzymać, paść na kolana i pozwolić mu zrobić to, co zamierzał. Ale widziała tyle krwi, widziała zaciśnięte pokrwawione palce swojej siostry i wiedziała ponad wszelką wątpliwość, że Emily jest martwa i Kirk prawdopodobnie także. Miała przerażającą pewność co do tego, że jeśli ojciec ją dogoni, ona zginie również, i dlatego własnie nie zwalniała kroku.
Za zalanymi deszczem okularami widać było wytrzeszczone jak u królika oczy.
Rose zbliżała się do szosy, niedaleko miejsca, w którym stał zaparkowany ich samochód. Popołudnie było tak mroczne, że trudno było powiedzieć, gdzie kończą się pola pszenicy, a gdzie zaczyna niebo. Deszcz uderzał w asfalt pod ostrym kątem tak, że nad szosą unosiła się przypominająca niekończącą się procesję duchów wodna mgiełka.
Rose obróciła się tylko raz, żeby zobaczyć jak bardzo zbliżył się do niej ojciec. George uniósł w górę obie ręce.
-Rosie! Rosie!-zawołał.-Nie wiesz, co robisz, kochanie. Nie wiesz, jaki cię czeka los!
Nagle zaczepił nogą o kępę trawy, potknął się i padł na jeno kolano. Podnosząc się zobaczył mrugające w oddali światło-krótki jasny błysk samochodowych reflektorów. Rosie też je zobaczyła i zaczęła rozpaczliwie machać chudymi ramionami.
To była brązowa półciężarówka El Cammino, podskakująca w górę i w dół na nierównej powierzchni. Rosie wrzeszczała teraz wściekle, wymachując ramionami i pędziła tak szybko, jakby sam Szatan, jakby Śmierć we własnej osobie siedziała jej na karku. George wołał za nią świszczącym głosem, kręcąc nad głową sierpem, który świstał i zawodził podobnie jak on.
-Rosie! Zaczekaj, Rosie! Zaczekaj, kochanie!
Ale Rose ześlizgnęła się po osypującym się, błotnistym nasypie i wybiegła na drogę. Kierowca półciężarówki musiał ją zauważyć, ponieważ samochód zwolnił i zatrzymał się. Otworzyły się drzwi od strony kierowcy. George przeskoczył kilka ostatnich rozpadlin, ześlizgnął się z nasypu i wybiegł zdyszany i spocony na asfalt, zaciskając w dłoni zakrwawiony sierp.
Rose omal nie zderzyła się z przednimi drzwiami. Kierowca, który wysiadł z samochodu, wyciągnął lewą rękę i przyciągnął ją obronnym gestem do siebie.
Wysoki i chudy, miał białe włosy, okulary i zielony płócienny płaszcz. Objął Rose ramieniem i George spostrzegł podchodząc bliżej, że na jego twarzy maluje się wyraz bezwzględnej determinacji. George zobaczył też siedząca na miejscu pasażera żonę kierowcy: chuda i białowłosą.
-Niech pan się cofnie!-krzyknął starzec.-Słyszy mnie pan? Niech się pan cofnie.
-To moja córka-zawołał George, podchodząc ostrożnie, krok po kroku, coraz bliżej-To moja córeczka.
Rozłożył szeroko ręce, żeby pokazać, że jest niewinny i nie ma złych zamiarów. 
-Nie chce wiedzieć, kim pan jest, proszę pana, ani co chce pan zrobić-powiedział stary-Szeryf się tym zajmie.
-Niech pan nie dotyka mojej córki!
-Nie mam mowy, proszę pana. Ta mała panienka pojedzie z nami.-George powoli i zdecydowanie pokręcił głową.
-O nie-stwierdził cicho, tak cicho, że starszy mężczyzna z początku nie usłyszał.- O nie, ta mała panienka musi być zbawiona.
-Nich się pan cofnie!-krzyknął siwowłosy starzec popychając Rose na przednie siedzenie ciężarówki. George podchodził bliżej, coraz bliżej i w końcu się zaledwie pół metra od kierowcy. Krople deszczu spływały po jego policzkach i zwisały niczym diamentowe kolczyki z płatków jego uszu. Przyjrzał się staremu.
-Philip-zawołała  niespokojnie żona starego.-Nie chcemy nikogo denerwować.
George podniósł sierp i przysunął go staremu do twarzy.
-Zgadza się, Philip-powiedział.-Nie chcemy nikogo denerwować-Powoli uniósł ostrze i zdjął nim krople deszczu, która zwisała mężczyźnie z nosa- Co ty na to Philip? Co powiedziałbyś na małą darmową operację plastyczną Mógłbym oderżnąć ci ten stary brzydki nochal, zanim powiedziałbyś Śmierć.
George miał zamiar coś powiedzieć, ale przerwał mu głośny, przenikliwy, skrzypiący głos. Wybałuszył oczy i zerknął na ciężarówkę.
-Co to, u diabła, było?
-Nic. Nic takiego.
-Nic z pewnością nie skrzeczy jak wcielony diabeł.
Stary wzruszył ramionami.
-To tylko świnie. Dwa wieprze, które wiozę do swojego kuzyna.
George podszedł do samochodu i oparł łokcie o skraj skrzyni, trzymając sierp wysoko, tak żeby wieprze mogły go zobaczyć. Oba znajdowały się w stanie, bliskim histerii.
-Słyszałem, że jeśli spojrzysz w oko świni, może zobaczysz jak prędko umrzesz.-Mruknął George już będąc bliżej starego.
-Proszę pana...-odezwała się ze środka samochodu żona kierowcy.
George ją zignorował.
-Spójrz w oczy świni, Phil.-powiedział.
-Co takiego?
-Spójrz jej w oczy. Zobaczysz kiedy umrzesz.
Philip zawahał się. Wiatr zaczął wiać jeszcze mocniej. 
-Jestem przemoczony, proszę pana, a cierpię na zapalenie stawów.
-No dalej, Philip-powiedział George, popychając mężczyznę ostrzem sierpa.-Spójrz jej w oczy, mówię ci. Nie potrzebujemy kryształowej kuli, ani fusów od herbaty, Philip. Nie potrzebujemy igły.
Stary ostrożnie obrócił głowę do tyłu. Wieprze przestały już kwiczeć i kopać.
-Spójrz jej w oczy-powtórzył.
Mężczyzna wyciągnął szyję w stronę dwóch wieprzów. Jeden z nich przestał się szarpać i stanął nieruchomo. Od oka w zaokrąglony sposób odbijały się wszystkie detale-bok ciężarówki, strugi deszczu i postać chudego mężczyzny, który we własny odbiciu szukał jakiegoś magicznego znaku, że zostanie mu udzielona  łaska.
Odbił się w nim również zakrzywiony błysk sierpa-niczym wschodzący na przyśpieszonym filmie księżyc w nowiu.
Stary obrócił się na ułamek sekundy, zanim George opuścił ostrze i zdołał jeszcze podnieść rękę, żeby się zasłonić. Sierp uciął mu cztery palce, a potem wbił się w lewą stronę twarzy, odrąbując mu górną część ucha, większość policzka i gruby szkarłatny kawałek wargi.

 Podniosłam się do pozycji siedzącej ciężko oddychając łapałam się za gardło. Tylko nie to, nie panikuj. Wspomnienia z przed 8 lat znów wracają... Tylko czy ja przez nie tez muszę wrócić?
Czy znów będę musiała tam siedzieć i nic nie robić, znów kłamać wszystkich, że czuję się dobrze, że jedyna osoba, która po tym wszystkim mi pomogła, tak po prostu wyjechała? Może było to trzy lata temu, ale ja nie mogę zapomnieć. Nie mogę zapomnieć o jego malinowych ustach, o jego słodkim śmiechu, którego słuchając śmiejesz się i ty, o tych dołeczkach i o tym co dla mnie zrobił. Wyzwolił mnie z żaru wspomnień. Był moją pigułką na ból.
 A kiedy tak bez żadnego żalu wyjechał, tak na prawdę to nawet nie wiem gdzie, wszystko wróciło-ból, strach, smutek, pustka, zawroty głowy, stany lękowe. Nie dziwię się, że na dwa lata byłam uwięziona w 'więzieniu dla psycholi'. Chociaż po roku spędzonym tam powinni mnie wypuścić, ale zostałam tam z własnej woli o rok dłużej. Bałam się, że kiedy wrócę do normalnego życia, wspomnienia też wrócą. I tak się stało. Wróciło. Wszystko, wróciło i dlatego ja też muszę...
__________________________
Dobra to jak wam się podoba? Wątek zapożyczony z pierwszego rozdziału "Ciało i krew" G. Masterton'a i powiem wam, że pisałam to cholerstwo 3,5h. Nie sprawdzałam interpunkcji. gdyż tak chce mi się spać, że zaraz padnę twarzą w klawiaturę, ale mniejsza. No więc tak 
-Namęczyłam się
-Specjalnie licytowałam się z mamą, aby dostać komputer
-Co chwila przylatywał mój brat i coś mi mruczał i pokazywał, prościej mówiąc po prostu mnie wnerwiał
- Musiałam przetrwać 4 godziny kopania ziemi 

Więc chciałabym, żebyście docenili to, że napisałam to coś i zostawili komentarz. Uwierzcie to motywuje człowieka.
O i jeszcze coś do anonimków [<3] Podpisujcie się skarby ;*

13 komentarzy:

  1. BOSKIE! OMG OMG OMG FANGIRLUJĘ-Asshyyxoxxo

    OdpowiedzUsuń
  2. O jezusie *______* dla czego ja tak nie pisze?

    OdpowiedzUsuń
  3. jacie, jaki Ty masz niesamowity talent. WSPANIAŁE!! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! ;33

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój kurwa Boże :O Napisz jauz ten drugi rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na następny.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny rozdział <3 ~ paula

    OdpowiedzUsuń
  7. JA PITOLE SUMMER ♥ WEŹ NO TAK LAŁAM NA TYM :') XD CZEKAM NA NEXT I ŻAŁUJĘ, ŻE NIE JESTEM PIERWSZYM KOMENTARZEM ALE MOJA UROCZA MAMUSIA KAZAŁA MI WYŁĄCZYĆ KOMPA W NOCY ;________; HAHA ALE JA MIAŁAM SPOJLER A INNI NIEEE HAHAHHHAH XD kc :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Cholera oddaj talent!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

    OdpowiedzUsuń
  9. O JA CIE PIERDZIELE SUMMER PISZ MI KURWA DALEJ *-*

    OdpowiedzUsuń
  10. WOW WOW WOW WOW WOW WOW NEXT!/Gimps

    OdpowiedzUsuń
  11. Się popłakałam kurwa XD ;** Pozdr. Sara <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Och to jest świetne!

    OdpowiedzUsuń