środa, 16 lipca 2014

Chapter Three "Let it land"



WAŻNA NOTATKA POD ROZDZIAŁEM! POROSZĘ PRZECZYTAJ! 
DEDYKUJĘ TEN ROZDZIAŁ: Hariet i mojej żonie Lady Shadow

„Stoję tu, czekam, na co ja czekam?
Rozważam nad tym co zniszczyłam.
Nie chcę by to mnie trzymało, nie mogę tego utrzymać.
Stoję tu, czekam, dlaczego nie mogę tego zrzucić?
Rozważam nad tym za czym gonię.
Wszystko wypada mi przez palce,
Teraz pozwolę, pozwolę żeby to opadło.

Więc gdzie mogę się teraz udać, bez zapuszczania się za daleko?
I jak tam wrócić, kiedy nie wiesz nawet gdzie jesteś?
Bo wszystko co wiemy, to wszystko czego się nauczyliśmy.
I wszystko czego nienawidzimy kupiliśmy z życiem.
I za każdym razem pytam się dlaczego.
Więc miej otwarty umysł,
Ale zawsze trzymaj buzię na kłódkę.
Schowaj to jeśli jesteś smutny.
Zawsze podnoś brodę do góry.
Nieważne gdzie upadnę,
Bo i tak nie mogę się z tym pozbierać.
Muszę pozbierać się, jeśli nie ma nikogo, kto mnie złapie”

Moje wątłe ciało leżało w tej chwili na tylnym siedzeniu samochodu. Nie miałam kompletnie na nic siły, te kilka nieprzespanych nocy jednak dało o sobie znać i to, jednym z nieprzyjemnych sposobów. Moja głowa pękała, oczy były przekrwione, a pod nimi, mocno wyróżniała się fioletowa opuchlizna. W tym momencie, wyglądałam pewnie jak gdybym świeżo wstała z martwych, tak jak w nocy żywych trupów, tyle, że nie miałam rozwalonej czaszki i nie miałam ochoty na czyiś mózg.
            Prowadził John, a Tom, choć się do mnie nie odzywał, pewnie z powodu mojej decyzji, postanowił jechać, prawdopodobnie tylko dlatego, żeby nie był to Daniel. Tommy, ja i każdy wiedział, że Dan nie wróciłby z powrotem do domu i wielmożny John straciłby nie tylko wokalistkę, ale i perkusistę.
Pewnie chłopaki już skreślili mnie na dobre, nawet naszą przyjaźń, bo wyjeżdżam tydzień przed konkursem kapel, ale nie mogę nic poradzić, nie mogę nic poradzić, że to wróciło , że to znów mnie nęka. Mogą mnie winić, ale nie przeżyję z myślą, że przyjaciele mnie nienawidzą.
“Czy kiedykolwiek byłeś sam w nocy
Zdawało ci się, że słyszysz kroki,
Obróciłeś się wokół i nie było nikogo?
Przyspieszasz wtedy kroku.
Z trudem znowu spoglądasz dookoła,
Bo jesteś pewien, że ktoś tam jest.”

Samochód powoli zwalniał, przy czym moje serce biło coraz szybciej, a rozpościerający się widok budynku, który nie zmienił się przez ten czas, wcale nie pomógł mi opanować drżenia rąk. Szare ściany w jego wyższych partiach obchodziły z farby, a kraty w oknach były mocno pordzewiałe.
            Mimo, że Tom i Johnny nie odezwali się, ja postanowiłam przełamać niszczącą mój mózg ciszę.
- Chłopaki to nie tak, że jestem uwięziona. – zaczęłam wolno - Mogę wychodzić, nie jestem ograniczona do oddziału – czarne włosy Johna poruszyły się niespokojnie razem z jego głową spoglądając w lusterko.
            Z tego co zdążyłam zauważyć, moje słowa trochę ugasiły jego płomienną złość.
Tom wymienił z nim spojrzenia, a ja z zażenowania przeczesałam włosy palcami.
- Jeśli mnie nie znienawidziliście – mruknęłam biorąc głęboki wdech – to mogę z wami zagrać na konkursie i nikt nie będzie miał z tym problemu. Znam tam wszystkich.
            Czarnowłosy odwrócił się do mnie trochę zbyt chaotycznie. Oczy Toma były skierowane na mnie, a w nich iskrzył mały płomyczek nadziei.
- Rose nigdy nie mógłbym cię znienawidzić po tym co dla nas zrobiłaś…
____________________________________ 
Cóż wiem, że nikt tego nie przeczyta, ale co mogę poradzić? 
Z grubsza mówiąc chciałam wam bardzo podziękować za ponad 1000 wyświetleń. Wiem, że pierwsze rozdziały opisujące po trochu fabułę nie są zbyt ciekawe, ale doceniam to, że ktoś to czyta :)
I ja tez mam nadzieję, że wy tez docenicie to, że spędziłam kilka godzin mysląc nad dalszym rozwinięciem się i zwrotach akcji.
Ostatnio przyłapuję się na myśleniu, żeby przestać, ale po chwili moja żona wybija mi ten pomysł z głowy, więc może i wy wypalicie go doszczętnie z moich myśli?
 Naprawdę wiem, że ciężko się to czyta, nie jestem profesjonalistą...
PS- Anonimki podpisujcie się ja nie gryzę :)


7 komentarzy:

  1. Oł je :3 BICZYS MAM DEDYKACJE!!

    ROZDZIAŁ ZARĄBISTY JAK ZWYKLE *-* KOOOCHAM

    OdpowiedzUsuń
  2. O BOŻE ZAJEBISTE kocham moją żone jolo ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog, ciekawie się zaczyna x choć rozdział mógłby być troszkę dłuższy ;)
    who-rly-cares.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG ON TAM BEDZIE?! MUSI BYĆ! ASHY SKARBIE LECĘ!

    OdpowiedzUsuń
  5. lol oddaj talent/jess

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow. Super. Nie czytałam jeszcze czegoś takiego. Oryginalne i fajne XD Czekam na kolejny rozdział. Nooo doooobra... Czekam na Asha! Hihihihi

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisz mi dalej!

    OdpowiedzUsuń